Karuzela się rozkręca

Dzień Dobry, Good Morning, Bonjour, Buongiorno…

Ustawiajcie się w kolejce po bilety, tylko spokojnie, dla wszystkich starczy, kobiety z małymi dziećmi zapraszamy do przodu. Sprzedaż biletów idzie sprawnie, jeszcze kilka minut i powitamy Was na naszej karuzeli. Różowej karuzeli startowej BodyiCoach Cycling Team. Zapewniamy bogate emocje, świetne przygody, szczyptę tajemniczości, obiecujemy, że co jak co, ale nudzić się dziś nie będziecie.

Róbcie więc szybko pyszną kawkę, rozsiądźcie się na wygodnej kanapie i zachęcamy do czytania, bo już od kilku tygodni robimy wszystko co w naszej mocy abyście mieli o czym czytać.

Tegoroczną karuzelę zaczął Mikołaj Szewczyk, który po mocnej zimie aż wyrywał się z progów aby zacząć wreszcie się ścigać. Kiedy w kalendarzu pojawił się start w Ustroniu na Pucharze Równicy 21.04.2018 nasz zawodnik nie mógł przepuścić takiej okazji. Niestety nie mógł też przewidzieć, że na starcie w kwietniu Garmin pokaże aż 30 stopni. Mikołaj zawsze ma problemy kiedy jest bardzo ciepło, a jak dodamy do tego fakt iż był to pierwszy start to niestety fajerwerków nie było. Wręcz odwrotnie, była to raczej walka o przetrwanie zakończona epicką bombą na finałowym podjeździe pod Równicę. Ostatecznie miejsce 25 jest zdecydowanie poniżej oczekiwań i możliwości…

Dzień później Mikołaj postanowił poprawić sobie trochę humor w Sobótce na Via Dolny Śląsk Visegrad Road Race. Temperatura była znacznie bardziej przyjazna, warunki do ścigania idealne i nasz zawodnik dojechał na metę w pierwszej grupie. Niestety finisz był typowo sprinterski i po zamknięciu na ostatnich metrach udało się wywalczyć zaledwie 11 miejsce. Chociaż to zaledwie to nie jest dobre słowo, bo po wyścigu okazało się, że w wyniku problemów technicznych tylne koło naszego zawodnika kręciło się z bardzo wyraźnym oporem, strata na mocy była naprawdę pokaźna więc przyjazd w pierwszej grupie mimo wszystko należy uznać za dobry wynik. P.S. koło już naprawione 😉

Kilka słów od Mikołaja:

Bardzo czekałem na rozpoczęcie sezonu, bo czułem że forma idzie w górę i jest moc w nogach. Niestety w Ustroniu dostałem kubeł lodowatej wody na głowę i zamiast walczyć z innymi, walczyłem z samym sobą żeby dojechać do mety – czułem się fatalnie. Dzień później już było znacznie lepiej i pozostaje niedosyt i spora niewiadoma jak bym pojechał gdyby nie przygoda z tylnym kołem. No ale co nas nie zabije… Trzeba szybko zapomnieć i szykować się na kolejne starty.

Podobny poziom niezadowolenia po swoim debiucie w 2018 miał Łukasz Pawłoski, który 28.04.2018 wystartował w ŻTC Rawa Mazowiecka. Najpierw bardzo pechowo zapomniał zabrać swojego koła wyścigowego z parkingu (RiP Cosmic), a kiedy już udało się pożyczyć koło od innego Teamu i wystartować, to pechowo na ostatnich kilometrach guma pokrzyżowała wszelkie plany walki o dobrą lokatę. Łukasz zaczął od DNFa, ale tłumaczył to sobie jako Dramatyczny Nie Fart i już w następnym starcie odpalił swoją finiszową petardę niczym Sagan w Roubaix…

Mowa oczywiście o wyścigu w Aleksandrowie Łódzkim z cyklu Klasyków Ziemii Łódzkiej, gdzie czujny jak ważka Łukasz idealnie wyczekał rywali i zafiniszował jak rasowy sprinter mijając kreskę jako pierwszy zawodnik w swojej kategorii wiekowej. Jak widać, wystarczy że nasz zawodnik zabierze oba koła na wyścig u już trzeba się go mocno bać 😉 Oddajmy jednak głos Łukaszowi:

Mój drugi start w tym roku. Mimo że majówkę rozpocząłem fatalnie to kończę ją z uśmiechem na ustach ?po ostatnich tygodniach mocnych treningów formą rośnie chodź to jeszcze nie moje optimum. Sam wyścig bardzo szybki i wietrzny jak to bywa u Nas w Łodzi. Zaraz na początku poważna kraksa. Mam nadzieję że chłopaki szybko dojdą do siebie bo wyglądało to fatalnie.  Nogi na odjazd jeszcze nie mam więc tylko pilnowałem żeby nie dojechali mi chłopaki z kategorii. W końcówce spore zamieszanie bo połączyły się 4 grupy wiekowe i trzeba było finiszować z bardzo licznej grupy co akurat nie stanowiło dla mnie problemu.

Na tym samy wyścigu, kolejny fantastyczny wynik, uzyskał Mateusz Jarzębowski który z kolei w swojej kategorii wiekowej był 3 i tak opisuje ten start:

Był to mój pierwszy wyścig w tym sezonie i nie był on moim priorytetem. Zmęczony po ciężkim tygodniu treningów potraktowałem go jako naukę ścigania na szosie. Plan był taki by nie odpaść z grupy i złapać wyścigowe kilometry a skończyło się na fajnej mocnej i aktywnej jeździe, próbach ucieczki i świetnym finiszu na 110% i wywalczonym 3 miejscu.

Aktywnie początek majówki spędził również Piotr Kubacki, który wystartował w doskonale obsadzonym Klasyku Beskidzkim i zajął 137 miejsce, zbierając kolejne cenne doświadczenie startowe. Kilka słów na gorąco od Piotrka:

Było Ciężko, rewelacji nie było ale dałem radę cało i zdrowo objechać i bez defektu to na duży plus biorąc pod uwagę że startowało ponad 450 osób 

Bardzo aktywny w długi weekend majowy był również Rafał Rymarz, któremu łatwiej chyba wymienić dni niestartowe niż te gdzie postanowił zaznać rywalizacji 😉 Na pierwszy ogień poszedł wyścig Cisowianka Road Tour w Nałęczowie 29.04.2018, gdzie nasz zawodnik po bardzo mocnej jeździe w trzyosobowej ucieczce, zameldował się na mecie jako trzeci zawodnik OPEN, zwyciężając tym samym w swojej kategorii ! Kosztowało to sporo sił, bo Rafał po przekroczeniu mety po prostu padł na asfalt ale zdecydowanie było warto się tak poświęcić.

Po dwóch dniach Rafała można już było oglądać na trasie Mazovia MTB w Puławach, niestety w wyniku serii niefortunnych zdarzeń,  przy nazwisku naszego zawodnika, w wynikach pojawiły się trzy bardzo nielubiane literki DNF 😉 Natomiast już dwa dni później przyszedł czas na kolejny sukces Rafała w Janowie Lubelskim, gdzie na trasach kolejnego Road Touru udało się wywalczyć wyśmienite, trzecie, miejsce w kategorii i 12 OPEN.

W Janowie swoją moc pokazała również Dominika Kamińska, która jechała jak w transie i ostatecznie przyjechała na 2 miejscu OPEN i takim samym w kategorii. Nasza zawodniczka nie owija w bawełnę i na mecie stwierdziła tylko, że to na pewno nie jest jej ostatnie słowo – pozostaje uwierzyć, rywalki już możecie się bać 🙂

Jak widać,nasza karuzela startowa się rozkręca i robi to od razu w sposób bardzo imponujący. Dopiero co zaczęliśmy się ścigać, a już bardzo ochoczo odwiedzamy podium i zamierzamy zostać na nim na dłużej, najlepiej do końca sezonu. Obiecujemy, że będzie o nas głośno, a tym czasem zabieramy się za trenowanie, bo bez pracy nie ma kołaczy.

Na koniec oddajmy jeszcze głos naszemu trenerowi Kubie Kurcz, który w kilku zdaniach podsumuje nasze pierwsze, tegoroczne starty:

Jestem bardzo zadowolony z tego jak rozpoczęliśmy sezon 2018, myślę, że wszyscy wspierający nas będą zadowoleni a różowi nie raz pokażą jeszcze pazur. Lub dwa. 

 

 

Comments are closed.