Majówka z przygodami

Podczas długiego weekendu majowego nasi zawodnicy ścigali się na różnych zawodach. Część wybrała szybkie szosowe wyścigi z serii Kross Road Tour, inni startowali w ciężkim górskim Klasyku Beskidzkim, a Karolina Perzanowska startowała akademickich mistrzostwach woj. łódzkiego.

Na początek Klasyk Beskidzki… wyścig rozgrywany w malowniczych terenach koło Gorlic to niespełna 60-cio kilometrowy wyścig obfitujący w duże i strome podjazdy, szybkie zjazdy i bardzo ładne widoki. Co prawda nasi zawodnicy nie mają czasu na oglądanie widoków podczas jazdy ale później na zdjęciach – jak najbardziej.

Klasyk Beskidzki 2016 – malowniczy peleton.

Nasza sympatyczna Agnieszka tak opisuje wyścig:

Klasyk Beskidzki – bardzo ciekawy ale zarazem bardzo wymagający wyścig ze względu na ciężki pagórkowaty teren  i szybkie tempo, dużo podjazdów i niebezpieczne zjazdy. Mimo czwartego miejsca jestem bardzo zadowolona z wyścigu. Poprawiłam czas w stosunku do poprzedniego roku. Dobrze przepracowana zima pozwoliła również na mniejsze odczuwanie “uciążliwości wyścigu” niż w tamtym roku. Organizacyjnie – bardzo dobrze przygotowana trasa, oznaczona, niebezpieczne miejsca były również obstawione przez ludzi z gwizdkami, którzy ostrzegali przed niebezpieczeństwami. Brawa dla organizatorów.

Agnieszka - zawsze uśmiechnięta :)

Agnieszka – zawsze uśmiechnięta 🙂

Dawid trochę mniej pocieszony był po zawodach, oto jak on opisuje swoje zmagania z trasą górskiego klasyku:

Od samego rana czułem, że to nie jest mój dzień. Przed pierwszym podjazdem udało się przedrzeć na czoło peletonu, jednak na podjeździe zabrakło kilkunastu metrów do czołówki i na zjeździe musiałem gonić. I tak dla mnie wyglądał cały wyścig, od podjazdu do podjazdu. Pozytywnie, że cały czas z pierwszą grupą, ale około 50 km nogi odmówiły współpracy na podjeździe i czołówkę dogoniłem jakieś 500 metrów przed finałowym podjazdem. Będąc już zniszczony zacząłem ostatni podjazd już bez większej motywacji. Wynik do poprawy za rok 🙂 Z pozytywów to zdobyłem KOM`a na zjeździe z mety do biura zawodów 🙂

Dawid na 100% dał z siebie wszystko. To widać.

Dawid na 100% dał z siebie wszystko. To widać.

W Centralnej Polsce miały miejsce aż trzy imprezy… zacznijmy od MTB i naszej Karoliny, której oddajemy teraz głos..

_DSC1025

Na malowniczej trasie walczy nasza Karolina

3 maja na wyścigu z cyklu Puchar Mazowsza miałam możliwość reprezentowania swojej uczelni Politechniki Łódzkiej w Zgierzu. Wyścig bardzo fajny, pogoda dopisała choć były obawy, że spadnie deszcz. Po raz pierwszy miałam możliwość ścigania się na tej trasie i byłam pozytywnie zaskoczona jak została poprowadzona. Wiele krótkich podjazdów, szybkie, kręte zjazdy do tego przejazd przez koryto wyschniętej rzeki, w której było mnóstwo piachu, ogólnie zabawa na całego. Runda miała ok 5 km, start kobiet był zaplanowany na godzinę 13 i miałyśmy do przejechania 4 rundy. Po walce na trasie na końcówce 3 okrążenia dostałam dubla od Magdy Sadłeckiej i niestety nie mogłam wjechać na ostatnie okrążenie. Ostatecznie zajęłam 5 miejsce w elicie kobiet, 10 open oraz byłam 1 w Akademickich Mistrzostwach Województwa Łódzkiego.

_DSC1873

Karolina na podium

Kolejnym zawodnikiem który startował podczas długiego weekendu majowego był Rafał Rymarz na codzień startujący w MTB. Tym razem wybór padł na szosę, ale…. o tym poniżej Rafał..

3 maja stanąłem na stracie lokalnego wyścigu Tour de Banaś, organizowanego przez jednego z miejscowych kolarzy. Wyścig rozgrywany był na rundach wokół zalewu w Cieszanowicach. 5 rund z metą pod małą górkę. Od startu mała ucieczka. Trzymałem się spokojnie w peletonie, gdy pod koniec pierwszej rundy wychodząc z zakrętu spadł mi łańcuch krzywiąc hak od przerzutki. Wyścig dla mnie w tym miejscu się skończył, a szkoda bo czułem się świetnie tamtego dnia.

Rafał Rymarz na szosie.

Rafał Rymarz na szosie.

Na koniec niestety smutna historia Maćka Kopyckiego – naszego sprintera i specjalisty od wyścigów klasycznych. Podczas rywalizacji w wyścigu w Nałęczowie z serii Kross Road Tour nasz zawodnik uległ wypadkowi przy dużej prędkości. W wyniku wypadku Maciek złamał obojczyk i zamiast szybko na metę udał się karetką do szpitala.. Relacja Maćka:

Do startu w Nałęczowie podszedłem po kilku dniach przerwy od intensywniejszych treningów, niewiele czasu w ogóle spędziłem na rowerze, ale wiedziałem, że takie przerwy dobrze mi robią. Trasa ścigania nie była mi znana, ale to strony w których trenuje więc wiedziałem czego się spodziewać – profil trasy jak na najsłynniejszych wiosennych klasykach, czyli sporo krótkich podjazdów, wąskie drogi i kiepska nawierzchnia.
Na starcie stanął spory peleton, z wieloma silnymi zawodnikami. Nie udaje mi się wcisnąć nigdzie z przodu i startuje praktycznie z samego końca stawki.
Na moje szczęście początkowe kilometry to głównie zjazdy i wiatr w plecy wiec po paru minutach lawirowania między innymi zawodnikami kręcę już w czołówce. Wyścig składał się z 6 rund po 15 km, największe trudności czekały na końcu rundy gdzie znajdowało się kilka ciężkich hopek, z nachyleniem do 14% i na deser finałowy podjazd po bruku.
Od początku czułem się naprawdę dobrze. Zdawałem sobie sprawę z tego jakie tempo idzie, jednak bez większych problemów utrzymywałem się w pierwszej grupie, starając się zachować jak najwięcej sił na finisz. Cały mój plan rozsypał się jednak na ostatniej rundzie, 10 km przed metą. Na szybkim, szerokim zjeździe przechodziłem na jak najlepszą pozycje przed finałowymi kilometrami.
Gdy byłem tuż przy krawędzi jezdni zawodnik obok lekko odbił w prawo, ja złapałem pobocze, co przy 60 km/h musiało skończyć się spektakularnie. Mimo szoku i adrenaliny od razu wiedziałem, że tego wyścigu już nie ukończę. Nie będę ukrywał, że to dla mnie wielkie rozczarowanie – plan na pierwszą część sezonu miałem nieco inny niż pobyt w szpitalu, operacje i rehabilitacje.

Nasz zawodnik na czele mocnego peletonu. Lubimy to.

Nasz zawodnik na czele mocnego peletonu. Lubimy to.

 

Comments are closed.