Nie zwalniamy

Podczas kiedy w słonecznej (nie zawsze) Italii, kolarze Pro Tour walczą do upadłego o laury i cenne sekundy, podczas kiedy wylewają siódme poty mierząc się z kolosalnym i mitycznym już Zoncolanem, kiedy zaginają czasoprzestrzeń na finiszowych sprintach, my równie ostro walczymy o kolejne dobre wyniki na trasach naszych rodzimych wyścigów.

Nie dajemy o sobie zapomnieć i jak już raz zakosztowaliśmy wizyty na podium, zamierzamy zjadać taki deser jak najczęściej.

Nie inaczej zrobił Rafał Rymarz, który skuszony rywalizacją w cyklu Road Tour, wziął sobie na tapetę wyścig etapowy w Skierniewicach. Całą zabawę zaczął płaską i wymagającą czasówką i pomimo iż nie jest to najmocniejszy punkt naszego zawodnika, wykręcił 4 czas w kategorii oraz 37 OPEN, ustawiając się wygodnie w klasyfikacji generalnej. Kolejne etapy mogły przynieść tylko jedno – poprawę zajmowanego miejsca. Tak też się stało, podczas wieczornego kryterium Rafał pokazał pełnię swoich umiejętności i w swojej kategorii był już najlepszy oraz 5 OPEN, natomiast dzień późnej, na etapie stricte wyścigowym postawił kropkę nad i, zajmując miejsce 3 w kategorii oraz 16 OPEN. Nie musimy chyba dodawać, że dzięki temu Rafał zajął 1 miejsce w kategorii, w klasyfikacji generalnej całej imprezy !!

W tym samym czasie, w bardziej górskim klimacie, Mikołaj Szewczyk mierzył się z rywalami na trasach Grodów Piastowskich dla Amatorów. Pierwszego dnia rywalizacja odbyła się w Pieszycach i była to Korona Gór Sowich – wyścig krótki ale bardzo treściwy, wyścig wprost stworzony dla górali. Mikołaj, po trochę nieudanym początku, jednak po bardzo dobrej jeździe w późniejszym etapie wyścigu, zajął bardzo dobre, 5 miejsce w kategorii M30 oraz 10 OPEN, tracąc do podium naprawdę niewiele.

Dzień później rywalizacja przeniosła się do Jawora, gdzie nasz zawodnik wystartował w Jaworskiej Pajdzie Chleba na dystansie MAXI. Tutaj trasa była bardziej klasyczna, natomiast dwa dłuższe podjazdy nie wyeliminowały z wyścigu kolarzy świetnie radzących sobie na finiszu. Ostatnie metry to wąska droga po bruku, czyli kompletnie nie bajka naszego zawodnika. Ostatecznie zgarniamy tu 6 miejsce w kategorii M30.

Kilka słów od Mikołaja:

Zdecydowanie cieszy mnie fakt, że noga zaczyna się kręcić tak jak powinna. To był dla mnie pierwszy prawdziwy górski sprawdzian i jestem z niego zadowolony, brakuje jeszcze trochę do najlepszych ale wkroczenie na dobre tory to bardzo ważny punkt sezonu i wierzę, że z kolejnymi startami będzie tylko lepiej. Siła jest, głowa jest, potrzeba jeszcze trochę szczęścia i konsekwencji.

Kolejnym bohaterem tegoż weekendu jest nasz przedstawiciel MTB, czyli Mateusz Jarzębowski, który na maratonie w Rząśniku zajmuje 1 miejsce OPEN na dystansie Mega. Tego dnia po prostu nie było mocnych na naszego zawodnika, który jechał jak natchniony, nie pozostawiając rywalom żadnych złudzeń.

Następny weekend to kolejne popisy naszych łódzkich zawodników. Najpierw nasz etatowy sprinter pokazuje pazur na trasie drugiej edycji Klasyków Ziemii Łódzkiej i w Zduńskiej Woli, podczas Gatta Presige Race zajmuje trzecie miejsce w kategorii. Będący przy trasie kibice podobno robili zdjęcia poroztopianego asfaltu, który powstał na skutek finiszu pierwszej trójki wyścigu 😉

Tak Łukasz opisuje ten start:

Jechałem na wyścig bez specjalnego planu, wiem na co mnie stać na finiszowych metrach więc cel był jeden – dojechać w pierwszej grupie i zawalczyć na finiszu. Wszystko ułożyło się dla mnie bardzo dobrze i na kresce mogłem wykonać swoją robotę. Niestety trochę się zawahałem na rondzie przed metą i można gdybać co by było gdyby, ale jest podium więc nie będę rozpaczał 😉

Dzień później, daje się pokonać tylko jednemu zawodnikowi i zajmuje świetne, drugiej miejsce OPEN na trasie wyścigu MTB w Częstochowie. Podobno nie siła, a technika zrobi z Ciebie zawodnika – problemem rywali Mateusza jest fakt, iż nasz zawodnik ma obie te cechy, a w dodatku jeszcze szczyptę szaleństwa, a każdy wie jak to jest ścigać się z wariatami 😉

Z czystym sumieniem możemy stwierdzić, że sezon startowy rozpoczął się u nas na dobre. Cała mozolna praca wykonana zimą przynosi oczekiwane efekty, niektórzy nasi zawodnicy już mają wyborną dyspozycję, inni będą ją mieć zapewne za chwilę. Rywalizacja i adrenalina z nią związana to woda na nasz młyn, my po prostu kochamy się ścigać, a że sezon jeszcze długi to okazji ku temu nie zabraknie – nasi rywale już powoli mogą zacząć się bać naszych różowych barw na starcie.

Na sam koniec, tradycyjnie już kilka słów od naszego trenera:

Mogę być tylko bardzo zadowolony z postawy naszych różowych zawodników mimo, że nie stawiamy się na wyścigach w dużej grupie to dzięki poziomowi zawodników nasze charakterystyczne koszulki są widoczne. Co ważne nie tylko podczas jazdy – lecz również na mecie. Trzymam kciuki za to by Ci którzy obecnie zmagają się z kontuzjami lub mają przerwę w tej zabawie z innego powodu – by do reszty jak najszybciej dołączyli.

Comments are closed.