Ślężański Mnich

Zaczynamy sezon 2017

W naszym kolarskim świecie od lat funkcjonuje maksyma, że kto nie był w Sobótce, ten nie zaczął sezonu kolarskiego. Czy to prawda czy nie odpowiecie sobie sami, my jednak w razie czego postanowiliśmy stanąć na starcie słynnego Ślężańskiego Mnicha, z resztą podobnego zdania było około 1000 innych osób, więc w dolnośląskiej stolicy kolarstwa mieliśmy do czynienia z małym, kolarskim świętem narodowym 😉

Do Sobótki pojechała Dominika Kamińska, Łukasz Pawłoski i Mikołaj Szewczyk. Każdy miał trochę inne cele i założenia…

Wymalowane na czerwono usta, różowo-białe Sidacze, to musi być nasza Perełka

Dla Dominiki był to pierwszy start w różowych barwach, po bardzo długich negocjacjach transferowych udało nam się pozyskać prawdziwą “perełkę”, to właśnie o Nią prawie pobili się Lefevere i Braisfold, jednak na widok naszego pięknego stroju, Dominika nie mogła przejść obojętnie, a kiedy w dodatku dosiadła Ridleya było “pozamiatane”.

I cóż tu więcej pisać, już podczas pierwszego startu Dominika pokazała, że to był dobry wybór. Mądra jazda taktyczna i konsekwencja zakończyła się ostatecznie doskonałym, drugim miejscem w kategorii K2 oraz 4 OPEN wśród kobiet. Żeńska różowa strzała wystrzeliła i nie zamierza się zatrzymać przez cały sezon !!

Dominika na swoim pierwszym podium w naszych barwach

Oddajmy głos naszej zawodniczce:

To, że tam pojechałam, było zaskoczeniem również dla mnie. Zadecydowałam o tym w sobotę wieczorem, wyjazd spontan, namówił mnie do tego (poznany na zgrupowaniu w Ochotnicy BIC) Łukasz Śleziak. Strasznie się stresowałam, głównie tym, ze nigdy nie jechałam tylko i wyłącznie w damskim peletonie i nie wiedziałam jak ja dam radę, bo byłam kilka dni po zabiegu chirurgicznym. Czułam się dość mocna po wyjeździe do Calpe i zgrupowaniu. Kompletnie nie wiedziałam jak wyścig rozegrać, ale cenne wskazówki dali mi koledzy z teamu- Łukasz i Mikołaj. Ich strategia kazała mi się trzymać w pierwszej grupie- tak też zrobiłam do samego końca. Na starcie pełne skupienie, a potem już chłodna realizacja wcześniej zamierzonych celów “3x nie” (nie zginąć, nie dać się zabić, nie umrzeć:-P) pierwsza pętla to moja rozgrzewka, bo na wyścig przyjechałam spóźniona. Drugie kółko to pilnowanie żeby nadal utrzymać się w pierwszej grupie.. przy tym nie brakło czasu na zawarcie nowych znajomości i ploteczki^^ Przy trzecim okrążeniu nerwówka, finisz pod górkę, i na centymetry wskakuje na drugie miejsce pudła. I pyk, jak się okazuje na 4 open! (Startowało 51 lasek) reasumując: jestem zadowolona ze swojego wyniku i mogę powiedzieć że na dzień wczorajszy dałam z siebie 100% (Ale spokojnie umiem jeździć na 120%).

Ciężko

Łukasz pojechał z jednym nastawieniem – walczyć do utraty tchu, gryźć asfalt i skutecznie zafiniszować. Niestety kolarstwo to taki sport, że czasem mijamy się z założeniami i zaliczamy trochę słabszy start. Tak było w tym przypadku, jednak Łukasz zalicza Sobótkę jako kolejną ważną lekcję i wiemy z całą pewnością, że jeszcze nie raz w tym sezonie pokaże pazur na szybkich finiszach. Ostatecznie nasz zawodnik był 60 w swojej kategorii wiekowej M2.

Kilka słów od naszego zawodnika:

Sobótka a więc rozpoczęcie sezonu kolarskiego. Dla mnie start testowy żeby sprawdzić nogę po zimie. Nie ukrywałem że chciałem powalczyć o dobry wynik. W tym roku stawka zawodników startujących była bardzo mocna. Jak dla mnie zbyt mocna jak na pierwszy wyścig i ten moment sezonu. W sumie jestem i tak zadowolony bo solidnie się przetarłem i wiem nad czym muszę popracować. Jedziemy dalej a kolejne wyścigi już tuż tuż.

Mikuś w swojej akcji dnia

Dla Mikołaja był to taki trochę kontrolny start. Ten sezon dla naszego zawodnika jest bardzo nietypowy, przez co konkretne przygotowania do sezonu startowego zaczyna praktycznie dopiero teraz. Dlatego ciężko było liczyć na walkę o najwyższe lokaty. Ostatecznie Mikołaj był 51 w swojej kategorii wiekowej M3. Najlepszym opisem występu Mikołaja, będzie chyba po prostu jego relacja:

Do Sobótki pojechałem tak naprawdę zobaczyć w jakim jestem miejscu na starcie przygotowań do sezonu. Generalnie jestem zadowolony, patrząc na to że na starcie stanąłem bez żadnej rozgrzewki i długo wisiałem za pierwszą grupą. Założyłem sobie, że zaatakuję na ostatniej hopce przed metą i tak też zrobiłem, był to co prawda atak z drugiej grupy ale samo wykonanie bardzo mnie cieszy. Odskoczyliśmy w trójkę i tak też dojechaliśmy do mety, za nami wielka, kilkudziesięcioosobowa grupa wściekłej gonitwy, ale nie dali rady. Taki miły akcent na koniec bardzo szybkiego wyścigu, pomimo iż zgubiłem pierwszą grupę, miałem średnią 40 km/h… Teraz czas spokojnych treningów, a na wyścigach widzimy się dopiero w czerwcu.

Tym sposobem rozpoczęliśmy sezon startowy 2017. Mamy nadzieję i zrobimy wszystko, aby był to sezon pełen sukcesów, gdzie nasze piękne różowe barwy będą wciąż okupować podium.
Zaczęliśmy bardzo dobrze, do zobaczenia już niedługo 🙂

Do zobaczenia!

 

Comments are closed.