Wakacje zaczynamy z przytupem


1 lipca 2017, na porannych zakupach, Adam Małysz spokojnie kupuje ciepłe bułeczki, kolonia dzieci z Wejherowa właśnie, przecierając zaspane oczy, wychodzi na poranny spacer, słońce nieśmiało wychyla się zza licznych cumulusów, a okoliczny strumyk jak codzień płynie sobie żwawym nurtem, aby wkrótce zmienić się w największą rzekę naszego kraju…

Tak, jesteśmy w Wiśle, bo właśnie tutaj odbyła się kolejna edycja Pętli Beskidzkiej, na której nasze różowe koszulki były bardzo widoczne zarówno na trasie wyścigu, jak i na podium. My tak jak wspomniany wcześniej strumyk, ciężką i sumienną pracą, powoli zmieniamy się w wielką i silną rzekę.

Przejdźmy do rzeczy… Na starcie stanęło 6 naszych zawodników i 2 zawodniczki. Zacznijmy od płci pięknej, Dominika Kamińska po pasjonującej walce, ostatecznie zajęła 4 miejsce w swojej kategorii, Kasia Celewicz była natomiast 5.

Wśród Panów najlepiej zaprezentował się Adrian Duszka, który wygrał kategorię M, Mikołaj Szewczyk pomimo iż był to jego pierwszy kontakt z górami w tym roku, po równej jeździe przejechał metę jako 11 zawodnik w kategorii B, w tej samej kategorii, 38 miejsce zajął Andrzej Wróblewski. W kategorii A najlepiej pojechał Michał Łagosz – 13 miejsce, Piotr Kubacki – miejsce 18 oraz Łukasz Pawłoski – miejsce 19.

Dzień później odbyła się tradycyjna Czasówka na Zameczek, czyli klasyczny uphill w okolicy letniej rezydencji Prezydenta RP w Wiśle. Jak już pewnie wiecie takie próby czasowe to środowisko naturalne Mikołaja Szewczyka, który pomimo słabszej formy zdołał wywalczyć 3 miejsce w kategorii B, zaliczając dla Teamu kolejne pudło tego weekendu. Swoich sił na stokach Szarculi spróbował też Andrzej Wróblewski, który ostatecznie był 12 w tej samej kategorii. 

Tydzień później, dzielna szóstka naszych ścigantów postanowiła zmierzyć się z kultową już i bardzo ciężką trasą wyścigu TatraRoadRace w Zakopanem. Generalnie motyw przewodni ścigania w cieniu Tatr pod tytułem Hard As Hell jest w pełni trafiony, a trasa to całkowity rollercoaster i test wytrzymałości mięśni oraz sprzętu. Ilość przewyższeń na obu dystansach powoduje gęsią skórkę u wszystkich startujących, a jednak pojawiamy się tam całą masą ludzi rok w rok. 

Tym razem na długi dystans zdecydował się Michał Łagosz oraz Andrzej Wróblewski, po długiej walce z ciężką trasą i niespodziewanymi warunkami pogodowymi, Michał zameldował się na mecie jako 20 zawodnik w kategorii M2, Andrzej musiał niestety zejść wcześniej z trasy. 

Liczniej pojawiliśmy się na starcie dystansu FUN. Nasze dziewczyny – Dominika Kamińska oraz Kasia Celewicz zajęły równo doskonałe drugie oraz siódme miejsce.

Wśród Panów, po skutecznej walce, Adrian Duszka zajął 6 miejsce w kategorii M2. Mikołaj Szewczyk, podczas jazdy w czołówce wyścigu miał niestety niebezpieczny upadek na zjeździe. Na całe szczęście wyszedł z niego bez szwanku ale ucierpiał niestety sprzęt. Pomimo wszystko, nasz zawodnik jednak ukończył zmagania zaczynając ponownie jazdę z jednej z ostatnich pozycji w peletonie, zajmując ostatecznie miejsce 46.

W ten sam weekend, w słoneczną sobotę Łukasz Pawłoski i Rafał Rymarz wystartowali w  kolejnej edycji Cisowianka Road Tour w Tuszynie na dystansie odpowiednio PRO i 1/2PRO.  Na krótszym dystansie Rafał zaliczył upadek i musiał wycofać się z rywalizacji. Na szczęście skończyło się na kilku szlifach. Łukasz natomiast mimo nie najlepszej dyspozycji walczył do końca i w strugach deszczu które towarzyszyły kolarzom na ostatnich 2 okrążeniach wygrał swoją kategorie a open uplasował się na 12 miejscu. 

Dzień później, już na dobrze rozkręconej nodze, Łukasz Pawłoski pojechał na wyścig z cyklu Road Maraton w Wilczycach k. Sandomierza. Była to już trzecia edycja wyścigu który bardzo przypadł naszym zawodnikom do gustu. Warto wspomnieć że pierwszą edycję wygrał właśnie Łukasz a rok temu pod jego nieobecność triumfował Dawid. Po cichu liczyliśmy na powtórkę i nie zawiedliśmy się 🙂  Na bardzo pofałdowanej trasie nasz zawodnik znów pokazał się ze znakomitej strony wygrywając swoją kategorię i zajmując 7 miejsce Open.

Jak widzicie jesteśmy w formie, przyzwyczailiśmy się już do wchodzenia na podium i nie za bardzo mamy ochotę z niego schodzić. W górach możemy liczyć na wyśmienitą nogę Adriana, na płaskich sprintach siłę pocisku pokazuje Łukasz, a nasze dziewczyny pokazują, że również wśród płci pięknej różowe barwy są kolorami drapieżnymi przeznaczonymi dla zwycięzców. Mało tego, nie mówcie tego nikomu, ale mamy jeszcze dwa asy w rękawie, Mikołaj i Andrzej spokojnie budują formę i możecie liczyć na ich kulminację wtedy, kiedy będzie to najbardziej potrzebne. Jesteśmy pewni, że i oni dadzą nam jeszcze wiele chwil radości !!

Comments are closed.